Zespół Voo Voo 27 marca wyda album zatytułowany „Dźwięczność”. Czy to pożegnanie legendy polskiego rocka?
27 marca ukaże się najnowszy album zespołu Voo Voo, zatytułowany „Dźwięczność”. Choć grupa Wojciecha Waglewskiego należy do najważniejszych i najprężniej działających grup polskiego rocka, Waglewski w wywiadzie dla „Teraz Rocka” przyznał, że myślał o zakończeniu kariery wydawniczej.
Co takiego znalazło się na dźwięczności?
W bogatej dyskografii Voo Voo znaleźć można płyty bardzo eklektyczne, nierzadko eksperymentalne, innym razem prostolinijne, po prostu piosenkowe. Dźwięczność to pozycja, na której usłyszymy Voo Voo takie, jakiego możemy się spodziewać, ale też poszukujące, kombinujące, wykazujące się niesłychaną przewrotnością.
Płyta zaczyna się dość tradycyjnie, jazzującym utworem Bujam się, w którym Wojciech Waglewski snuje refleksje na temat przemijania, podsumowane wersem: W niewiedzy wszystko się kończy/ I od niewiedzy zaczyna. Utwór W niebycie wprowadza inny klimat: bluesujący, bujający, jego posuwisty rytm kojarzy się trochę z The Changeling The Doors, choć refren z żeńskimi wokalizami w tle jest bardziej swojski, bigbeatowy, a Waglewski wnosi w tekście więcej ciepła: A wiesz, że na przykład jerzyki spędzają w locie życie całe/ Śpią, jedzą i kochają się w locie i mnie by się też tak podobało. Jeszcze inny nastrój ma ballada Na moment z Darią ze Śląska: ascetyczna, jazzująca, z prostą melodią fortepianu i ciepłymi głosami. Voo Voo zawsze brzmiał doskonale z żeńskimi głosami, a piosenka z Darią należy do najlepszych w tej kategorii.
I jeśli ktoś myśli, że po tych trzech numerach jest wystarczająco eklektycznie, to im dalej, tym bardziej zróżnicowana jest to płyta. Czekam wprowadza trochę sielskiego klimatu, zanim w połowie utworu następuje pauza, werbel buduje napięcie, które stopniują jeszcze bardziej rozbuchane dęciaki. Każdego dnia z gęstymi łamańcami narzuca jazzowy sznyt, ale dalej pojawiają się dubowy rytm, rapowana partia Antara Jacksona, a także soulowe wokalizy. Wszystko genialnie przenika się ze sobą i stanowi doskonałą podstawę dla koncertowych improwizacji. A jednak to Ulatam jest najbardziej przewrotnym utworem na płycie: skoczny, radosny, jeden z najkrótszych w zestawie… Pozornie wydaje się też najbardziej przebojowym i radiowym, do momentu, aż wejdzie freejazzowa solówka perkusyjna, po której numer przyspiesza, a kończy się prawdziwą galopadą. Kompozycja Mateusza Pospieszalskiego Dina ta (nie mylić z Dinata z Voo Voo i Haydamaky) oparta jest na afrykańskich rytmach i zaśpiewach, przez co niechybnie kojarzy się z kultowym Łobi jabi, ale przecież afrykańskie elementy w muzyce Voo Voo pojawiały się już na pierwszej płycie. Hardrockowy riff Jestem wybudza z tego etnicznego transu, uderzając z niezwykłą jak na Voo Voo ostrością dźwięków gitar elektrycznych, a tytułowa Dźwięczność to niespieszna ballada z cudowną wokalizą Samitry Suwannarit i długą, gitarową solówką Waglewskiego, która ma w sobie coś ze stylów Gary’ego Moore’a i Santany.
Całość dopełniają trzy remiksy. Bujam się pojawia się w wersji dubowej (Zuchy dub) i dusznej transowej (Schmoltz „w niewiedzy zaczyna” remix), a remiks Dźwięczności brzmi niczym gotowy podkład do jakiejś polskiej hiphopowej płyty sprzed dwudziestu lat. Spokojnie mógłby do niego zarapować Fisz.

Obszerny wywiad z Wojciechem Waglewskim, nie tylko na temat „Dźwięczności”, znajdziecie w kwietniowym numerze „Teraz Rocka”, który do sprzedaży ogólnej trafił 25 marca, ale możecie zamawiać go też na naszej stronie – również w wersji PDF!
KWIETNIOWY „TERAZ ROCK” – KUP TERAZ


