PinkPantheress szczerze opowiedziała o swoich obawach z początków kariery.
Artystka przyznała, że długo nie chciała pokazywać swojej twarzy, bo bała się, jak jej wygląd wpłynie na odbiór muzyki. Wokalistka poruszyła ten temat w rozmowie dla magazynu „Interview”. Wyjaśniła, że od początku zależało jej, by słuchacze skupili się przede wszystkim na dźwiękach:
Nigdy nie chciałam pokazywać swojej twarzy, bo nie chciałam, żeby miało to wpływ na to, jak odbierana jest moja muzyk. Nawet nie chodziło o tak zwany przywilej urody. Bardziej o to: „A co, jeśli nie spodoba im się mój wygląd? Co, jeśli uznają, że nie pasuje do tego, co słyszą?”
Artystka przyznała, że jej wizerunek rzeczywiście miał wpływ na karierę – i to w różny sposób:
Myślę, że mój wygląd faktycznie wpłynął na to, czy ludzie chcą mnie słuchać. Z jednej strony bardzo mi pomógł, ale z drugiej sprawił też, że niektórzy mogli nie chcieć mnie słuchać.
Dziś artystka czuje się pewniej w przestrzeni publicznej, choć nadal ma mieszane uczucia wobec swojej otwartości:
Teraz jestem dużo bardziej obecna, częściej mówię, co myślę, ale jest we mnie część, która żałuje, że robię aż tyle. Może to zahamowałoby moją karierę, ale czasem cenię tajemniczość ponad wszystko. To naprawdę piękne być kimś, kto się ukrywa, a potem pojawia się, gdy dzieje się coś ważnego muzycznie. Jak Kate Bush. Ona też jest jedną z moich inspiracji.
Polscy fani będą mieli szansę usłyszeć artystkę na żywo jeszcze w tym roku. PinkPantheress wystąpi na Open’er Festivalu w Gdyni 4 lipca 2026.
