Mongolski zespół The Hu przyjechał do warszawskiej Stodoły na dwa koncerty, 19 i 20 października. Byliśmy na pierwszym z nich.
W poniedziałek Stodoła wypełniona była do ostatniego miejsca. Na początek zaprezentował się nordycki folk ale w wykonaniu zespołu francuskiego. Mowa o Skáld, który przez ponad pół godziny hipnotyzował plemiennymi dźwiękami granymi na tradycyjnych instrumentach.
Przed wyjściem na scenę The Hu z głośników leci klasyka metalu: Metallica, Pantera, System Of A Down… Mongolskiemu zespołu udało się przebić z etnicznej niszy do metalowego mainstreamu, o czym świadczy jego najnowszy album, Hun. To właśnie z niego na początek poleciały energiczne utwory Lost Soul czy Horsemen, a później także choćby nastrojowy Echoes of My Father. Publiczność Stodoły szalała, ochoczo skandując gromkie Hu-Hu-Hu.
The Hu odwiedza Polskę regularnie i możemy przez ten czas obserwować rozwój zespołu, nie tylko pod względem muzycznym, produkcyjnym (w pewnym momencie na scenę wyjechał gigantyczny posąg Czyngis-chana) i frekwencyjnym na koncertach, ale też jeśli chodzi o interakcję z publicznością i umiejętności lingwistyczne. Gdy grali po raz pierwszy w Proximie ze sceny posługiwali się wyłącznie językiem mongolskim. Teraz sporo mówili już nie tylko po angielsku, ale dorzucali też poszczególne zwroty po polsku. A o uwielbieniu do klasycznego metalu świadczyło płomienne wykonanie The Trooper Iron Maiden na bis.
20 października szaleństwo rozlegnie się po raz drugi, bo The Hu zagra jeszcze raz w Stodole. Bilety są jeszcze w sprzedaży.
A oto galeria z poniedziałkowego występu
Skald
The Hu

