The Last Internationale: Powstrzymać wojnę [WYWIAD]

/ 28 sierpnia, 2026

W czerwcu grali u nas jako support Toma Morello. A 22 listopada The Last Internationale wrócą do Warszawy, na samodzielny koncert w klubie VooDoo. Wokalistka Delila Paz i gitarzysta Edgey Pires opowiedzieli nam przy ostatniej wizycie, czego można spodziewać się jesienią, i zahaczyli o tematy polityczne.


Widziałem kiedyś wasz koncert przed Linkin Park w Rybniku. Delila, mówiłaś wtedy ze sceny o swojej koleżance Krysi…

DELILA: Wspomniałam o niej ze dwa razy (śmiech). No tak, miałam polską przyjaciółkę, najlepszą przyjaciółką w dzieciństwie. Miała na imię Krysia, mieszkała w Nowym Jorku, jej rodzina była polskiego pochodzenia, chodziłam do niej w odwiedziny. I zawsze słuchałyśmy opowieści o Polsce, jadłyśmy polskie potrawy… Podczas naszej pierwszej wizyty w Polsce, stanęło mi to przed oczami. Dla mnie to było bardzo sentymentalne, ale nie wiem, czy publiczność zrozumiała, o czym mówiłam (śmiech).

To pewnie cieszysz się, że w tym roku zagracie w Polsce aż dwa razy?

DELILA: Dziś otwieramy koncert Toma Morello, niesamowita sprawa. A potem, w listopadzie, gramy koncert klubowy. Zawsze spotykamy się w Polsce z gorącym przyjęciem.

Z Tomem Morello łączą was długoletnie więzi. Jak się poznaliście?

EDGEY: Przez tweeta. Boots Riley napisał o nas na Twitterze i Tom Morello to zobaczył. A może oznaczył Toma? Nie jestem pewien, w każdym Morello udostępnił ten tweet i napisał coś o naszym zespole. Jestem wielkim fanem Rage Against The Machine, więc zwariowałem ze szczęścia. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, zadzwoniłem do Delilah: „Nie uwierzysz! Tom Morello właśnie napisał o nas na Twitterze”. A ona na to: „Weź nie pier…”. Ja: „Nie, serio!”. To był najlepszy dzień w życiu. A potem, gdy wybieraliśmy się do Los Angeles skontaktowaliśmy się z Tomem. Napisaliśmy mu: „Hej, jedziemy do LA, fajnie byłoby się spotkać czy coś”. A reszta to już historia.

DELILA: W tamtym okresie stał się dla nas kimś w rodzaju mentora, bo podpisaliśmy kontrakt z dużą wytwórnią, doradzał nam przy pierwszej płycie.

I załatwił perkusistę.

EDGEY: Tak, to było na kolacji w jego domu, w Święto Dziękczynienia. Szukaliśmy pałkera, a on zadzwonił do Brada (Wilka z Rage Against The Machine, bębnił na albumie „We Will Reign” z 2014 roku – red.).

Rozumiem, że dzielicie też poglądy polityczne?

DELILA: Tom jest inspiracją dla ludzi, którzy angażują się w działalność społeczną zarówno w muzyce, jak i w życiu. Pokazuje, jak to wszystko pogodzić, z biegiem lat angażuje się coraz bardziej, wkłada w to coraz więcej pasji. Jest więc zdecydowanie inspiracją dla ludzi, którzy żyją w tym szalonym, mrocznym świecie. Należy do osób, które niosą jakieś światło.

Szykujecie nową płytę. Czy tak jak poprzednio nagrywaliście ją w łazienkach i w szafach?

DELILA: Większość partii wokalnych rzeczywiście nagrałam śpiewając w szafie otoczona materacami (śmiech). Nagraliśmy też trochę wokali w studiu, porównaliśmy je: nie dało się odróżnić, które pochodziły z garderoby! To jest dla mnie po prostu wygodne, uwielbiam śpiewać w miejscu, w którym czuję się swobodnie i mogę siedzieć w nim, ile chcę.

EDGEY: Ważny jest dla ciebie klimat.

DELILA: Tak, dobry klimat. To nie może być miejsce, które wygląda jak gabinet lekarski.

Jak powstawał nowy album?

EDGEY: Zbudowaliśmy własne studio. Nagrywaliśmy też w kilku miejscach w Portugalii, i gdziekolwiek pracuje Tom Morello, który dograł swoje gitary.

DELILA: Płyta będzie nosić tytuł „New Storm Coming”. To od utworu, jaki napisaliśmy kilka lat temu na inny album. Jest bardzo mroczny, nie brzmi jak zespół, jest w nim coś filmowego. Zapowiada temat płyty, powiedz o czym to będzie…

EDGEY: Nie chciałbym zbyt wiele zdradzać, ale na płycie są mroczne rzeczy.

The Last Internationale i autor wywiadu – Bartek Koziczyński

Występ w listopadzie będzie różnił się przede wszystkim tym, że zabrzmią nowe kawałki?

EDGEY: Tak, i set będzie dłuższy.

DELILA: Dziś mieliśmy tylko pół godziny i nie grałam na pianinie, co zwykle robię. Zabrakło czasu: było szybko i ciężko. A w listopadzie dojdzie kilka nowych piosenek i będzie większa interakcja z publicznością. Przygotujcie się. Jak przyjdziecie na nasz koncert, to trzeba współpracować!

EDGEY: Na pewno zabrzmi nowy singel, nagraliśmy cover Grand Funk Railroad, „People Let’s Stop The War” z Billym Sheehanem na basie. Delila zmieniła tekst – musieliśmy poprosić Marka, wokalistę i gitarzystę z Grand Funk Railroad o zgodę. Trochę to trwało, ale w końcu się przebiliśmy i zgodził się na dostosowanie tekstu do dzisiejszych czasów. To naprawdę bardzo mocna piosenka. Jedna z najmocniejszych na płycie. Nakręciliśmy teledysk w górach we Włoszech i było to szalone doświadczenie…

DELILA: 20 minut pod górę w upale. Zanim tam wleźliśmy, byliśmy zlani potem, ale miejscówka świetna.

EDGEY: Reżyser powiedział: „Nie da się tam wjechać samochodem. Trzeba iść pieszo”. Wspinamy się po brukowanej drodze, a przez cały czas mijają nas samochody. Co jest, do cholery? Gdy dotarliśmy na miejsce, tam też stały samochody. Pomyślałem, że po prostu próbował nas wymęczyć do klipu. I to zadziałało (śmiech). Chcę jeszcze dodać, że wybraliśmy ten kawałek, bo wiedzieliśmy, że Trump rozpęta wojnę. Startował jako przeciwnik wojen, ale nim nie jest. To wojenny jastrząb. Wiedzieliśmy, że nadchodzi coś dużego. Chcieliśmy wybrać epicki utwór z przeszłości, który nie jest zbyt oczywisty, ale mógłby wywrzeć pewien wpływ, skłonić ludzi do protestu przeciwko temu, co robi ta administracja i temu, co dzieje się na świecie. To stuprocentowa antywojenna piosenka tamtych czasów, w zasadzie to wszech czasów. Grand Funk zrobili fantastyczny kawałek, a my dodaliśmy swój wkład. Chodzi nie tylko o fajną muzykę, ale żeby powstrzymać wojnę. Wszyscy, którzy tego słuchają: wyjdźcie na ulice! Musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby obalić kapitalizm i powstrzymać wojnę. To jest nasze przesłanie.

KOMENTARZE

Przeczytaj także