„Walnąć heavymetalowym młotkiem” – Tom Morello w naszym wywiadzie

/ 30 czerwca, 2026
fot. Bartek Koziczyński

Tom Morello wyruszył w dużą trasę koncertową, która niedawno została przerwana z powodu kłopotów zdrowotnych jego matki. Zdążyliśmy go jednak na szczęście zobaczyć 9 czerwca w warszawskiej Stodole, a przed występem dał się namówić na rozmowę o stanie świata i nadchodzącej płycie. Zwiastuje ją singel Adjourn It z udziałem Serja Tankiana.


Bartek Koziczyński: Widzieliśmy się poprzednio w 1999 roku, wywiad był przeniesiony z hotelu w centrum Warszawy na obrzeża miasta z powodu wielkiej demonstracji związkowej. Trudne czasy. Dostrzegasz różnice, jakie zaszły w Polsce od tamtej wizyty?

Tom Morello: Od tego momentu miałem szczęście być w Polsce kilka razy z zespołem Prophets Of Rage czy podczas własnych tras koncertowych (występy na Open’er i Pol’and’Rock – red.). Mam jednak bardzo miłe wspomnienia z 1999 roku, choć wydaje mi się, że wtedy była to tylko trasa promocyjna (artysta faktycznie promował album The Battle Of Los Angeles Rage Against The Machine, nie występował – red.). Wydawało mi się, że ludzie wciąż mieli wtedy mieszane uczucia co do zmian. Zaczynali zdawać sobie sprawę, że cały ten przepych i blichtr kapitalizmu nie wyszły chyba dokładnie tak, jak mieli nadzieję. I choć muszę przyznać, że jako osoba mieszkająca w Stanach Zjednoczonych nie śledzę na co dzień sytuacji politycznej i gospodarczej Polski, mogę zapewnić, że przepych i blichtr kapitalizmu nie zawsze są tym, za co je uważamy.

A jak twoim zdaniem zmieniła się w ciągu tego ćwierćwiecza Ameryka? Wtedy byliście w końcu ery Clintona.

Znajdujemy się na jednym z najniebezpieczniejszych rozdroży w historii naszego narodu. W obliczu narastającej fali neofaszyzmu w stylu Trumpa, gdy nasza demokracja jest zagrożona. Mamy przy władzy demagoga, który wszystko lekceważy, który nie wierzy, że musi przestrzegać jakichkolwiek demokratycznych tradycji i jest gotów użyć wszelkich kłamstw lub siły, by utrzymać władzę i wzbogacić siebie, swoją rodzinę czy kumpli. To ciężkie czasy. Robimy, co możemy, póki możemy. Jako muzycy głosimy ewangelię antyfaszyzmu, solidarności, jedności, żeby powstrzymać tę narastającą falę.

Tom Morello | fot. Bartek Koziczyński

Opublikowałeś właśnie nowy utwór, Adjourn It, anonsując go jako „niebezpieczną muzykę na niebezpieczne czasy”. Myślisz, że rock znów może być muzyką buntu, podczas gdy pod względem komercyjnym znalazł się w niszy?

Mówisz, że pod względem komercyjnym to muzyka niszowa, a my w ostatni weekend zagraliśmy przed 180 tysiącami ludzi na festiwalach Rock am Ring i Rock im Park. A pod koniec tej miesięcznej trasy obejrzy nas ponad milion widzów. Więc chociaż rock nie jest już może na szczytach list przebojów, jak kiedyś, to na pewno są ludzie, którzy chętnie słuchają jego przekazu. Jeśli chodzi o to, czy muzyka może zmienić świat, to mogę tylko opowiedzieć o moim własnym doświadczeniu. Muzyka zmieniła mnie i sprawiła, że czułem się mniej samotny z moimi poglądami na temat niesprawiedliwości na świecie. Po drugie walka o to, w co się wierzy, i to, co się robi, jest ważna, nie można sprowadzać tego do popularności. Nawet jeśli jest to bardziej niż kiedyś niszowa dziedzina – czy może być skuteczna? To tak jakby zapytać: czy twoja praca jako dziennikarza muzycznego może być skuteczna? Czy praca mojego technicznego od gitar może być skuteczna? Studenta? Stolarza? I tak dalej… Czy można być skutecznym w walce z niesprawiedliwoś- cią? Moim zdaniem odpowiedź brzmi „tak”, ale trzeba zdać sobie sprawę, że świat sam się nie zmieni. To zależy od nas. To jedyny pewnik. Historia nie jest czymś, o czym się czyta. Historia to coś, w czym właśnie uczestniczysz, czy ci się to podoba, czy nie. Zwłaszcza w trudnych i niepokojących czasach nie ma czegoś takiego jak neutralność. Gdy pędzi faszystowski pociąg, możesz spróbować go zatrzymać, możesz go rozpędzić lub stać z boku i patrzeć, jak przejeżdża. Trzy rzeczy, które możesz zrobić, ale dają tylko dwa rezultaty.

Wróćmy do nowej piosenki, słyszałem że podkradłeś riff swojemu synowi?

O tak, robię to przy każdej okazji (śmiech). Wiesz, ja zacząłem grać dopiero w wieku siedemnastu lat, a on około ósmego albo dziewiątego roku życia i naprawdę ma pasję, której można oczekiwać od młodego muzyka, a która obecnie jest rzadko spotykana. Zaczął sam, w czasie pandemii. W domu jest mnóstwo instrumentów, ale moi dwaj synowie nie byli nimi zainteresowani. Nie chcesz robić tego, co ojciec. Nie interesowało ich to. Roman jest jednak fanem Led Zeppelin, więc pewnego dnia powiedziałem: Daj mi pięć minut, a nauczę cię pierwszych trzech nut ze „Stairway To Heaven”. On na to: Dam ci cztery. Pomyślałem: Dobra nasza i nauczyłem go pierwszych trzech nut. Następnego dnia powiedziałem: Nauczę cię kolejnych trzech nut, jeśli nie masz nic przeciwko. Odpowiedział: OK, super. Spodobało mu się. Teraz znał już pierwsze sześć nut Stairway To Heaven. Trzeciego dnia zapytał mnie: Możemy nauczyć się kolejnych trzech nut? Wtedy pomyślałem sobie: Mam go! To była niesamowita frajda. Jeśli przyjdziesz dziś wieczorem na koncert, zobaczysz, że jest muzykiem niesamowitym technicznie, ale ma też w sobie coś z Morellowego DNA, jeśli chodzi o pisanie riffów. Robi to jednak w sposób, o jakim ja bym nie pomyślał. To jakby mieć w zespole kogoś, z kim jesteś w artystycznej harmonii, ale fajnie, że w razie nieporozumień można go odesłać do swojego pokoju (śmiech). On ciągle pisze riffy, a ja słucham zza drzwi i mówię: Zagraj jeszcze raz ten drugi, i nagrywam to na telefon. Tak właśnie było z Adjourn It. Pracuję właśnie nad swoim 22. albumem. Pierwszym solowym albumem rockowym, bo wszystkie moje inne rockowe płyty powstały albo w ramach zespołów, albo były oparte na współpracy, jak Atlas Underground. Ta powstaje z moim zespołem, Freedom Fighters Orchestra, z którym jestem w trasie. Gramy razem z przerwami od 2007 roku, ale w ciągu ostatnich pięciu lat naprawdę zacząłem czerpać radość z sięgania po cały mój repertuar – utwory Prophets Of Rage, Audioslave, The Nightwatchman, Atlas Underground… Nadszedł czas, żeby stworzyć album, który to wszystko by odzwierciedlał.

Tom Morello i Bartek Koziczyński

Dlaczego zaprosiłeś Serja akurat do Adjourn It?

Serj, Roman i ja mieszkamy w Los Angeles. Zaczęło się to w samym środku łapanek ICE, kiedy na każdej ulicy w moim rejonie stały radiowozy, czyhali czy aby nie wychodzą jacyś ogrodnicy. Byłem na niektórych z największych demonstracji w historii LA, z gazem łzawiącym w powietrzu, odwiedziłem dzielnice, gdzie wszystkie sklepy były zamknięte, bo ludzie bali się iść do pracy. Wyglądało to jak miasta-widma w środku jednego z największych miast w kraju. Pomyślałem sobie wtedy, że musimy w jakiś sposób zareagować. Pomyślałem o Serju, z którym jesteśmy przyjaciółmi, towarzyszami, od bardzo, bardzo dawna. Wiedziałem, że mamy podobne poglądy w tej kwestii. Wysłałem mu więc riff Romana i wstępny podkład, który stworzyłem na jego podstawie. Odpowiedział natychmiast, proponując główną linię melodyczną. Potem była moja kolej, żeby to wszystko dopracować.

Znam słownikowe znaczenie słowa „adjourn” – „odraczać”, ale nie do końca rozumiem, co znaczy w tym utworze.

Faktycznie, nie jest to do końca jasne. Zabawne, bo kiedyś zapytałem Serja: Co, do diabła, znaczy System Of A Down? A on odpowiedział: Angielski to mój drugi język, stary (śmiech). On używa innej składni poetyckiej. „Adjourn” w tym kontekście, zgodnie z definicją słownikową, odnosi się do sytuacji w sądzie, gdy sędzia uderza młotkiem, aby odroczyć rozprawę, co oznacza, że danego dnia dobiegła końca. Chodziło nam o to, że mamy do czynienia z rasizmem, faszyzmem, represjami wobec imigrantów… I chcemy to wszystko odroczyć. Chcemy walnąć heavymetalowym młotkiem, żeby to wszystko usunąć.

Poszerzona wersja wywiadu jest dostępna w lipcowym numerze „Teraz Rocka”

KOMENTARZE

Przeczytaj także