W sobotni wieczór w warszawskim klubie Proxima stawiła się prawdziwa supergrupa. Koncert był bardzo udany, ale nie obyło się bez kontrowersji.
Zespół Drink The Sea tworzą m.in. Peter Buck (gitarzysta R.E.M.), Alain Johannes (był przy początkach Red Hot Chili Peppers, potem wspierał m.in. Chrisa Cornella czy Queens Of The Stone Age; na koncercie podkreślał polskie korzenie – Mociulski na drugie nazwisko), Barrett Martin (perkusista Screaming Trees i Mad Season) czy Duke Garwood (znany ze współpracy z Markiem Laneganem).
Wspólne granie wyraźnie sprawia im radość, zaprezentowali niemal 30 piosenek swojego projektu, gdzie pobłyskuje blues, stoner i grunge. Były też rzeczy dawnych zespołów jak „The One I Love” R.E.M. albo „Long Gone Day” Mad Season. Martin, pełniący funkcję konferansjera, zadedykował ten drugi utwór zmarłym kolegom, wymienił postaci jak Mark Lanegan, Layne Staley, Chris Cornell…
Nie uszanował tego jeden z widzów, który wdarł się do mikrofonu. Peter Buck uniknął zderzenia z nim gwałtownie cofając gitarę, następnie zdzielił delikwenta gryfem, złapał go za fraki, obalił na ziemię, a potem wyrzucił ze sceny. 70 lat na karku, ale lepiej z artystą nie zadzierać.
W sumie zgrzyt na rewelacyjnym występie, podziwianym przez nielicznych, ale świadomych fanów.
Nagranie ze wspomnianego zdarzenia znajdziecie tutaj (od 2:21):

zroblbym taka rozrube jak ten delikwent