100 płyt wszech czasów Prog Rocka: Ranking Teraz Rocka (miejsca 30-21)

/ 11 października, 2026

Nasze „Wydanie Specjalne” w całości poświęcone rockowi progresywnemu wciąż jest dostępne w naszym internetowym sklepie.


„Wydanie Specjalne: 100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” to subiektywne, przygotowane przez redakcję „Teraz Rocka” zestawienie najważniejszych albumów w historii szeroko rozumianego rocka progresywnego.

Płyty ponadczasowe, płyty kultowe, płyty które odniosły gigantyczny sukces komercyjny, a także takie docenione tylko przez progrockową niszę. To wszystko wydane na świetnej jakości papierze i w doskonałej oprawie graficznej, na 148 stronach. 

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

Poniżej zestawienie z miejscami 30-21.

Zobacz ranking miejsca 40-31

30: KANSAS Leftoverture (1976)

Leftoverture – czwarty album, nagrany między grudniem 1975 a sierpniem 1976 w Studio In The Country w Bogalusie, pośród bagien Luizjany, wydany w październiku 1976 – jest szczytowym osiągnięciem grupy i jej największym bestsellerem (do dziś ponad pięć milionów sprzedanych egzem­plarzy). Każdy utwór zachwyca ciekawą wielowąt­kową formą (a jednocześnie wszystkie zawierają wpadające w ucho melodie), wykonanie olśniewa, a brzmienie jest wspaniale wypolerowane.

Otwierający całość Carry On Wayward Son, pomyślany jako kontynuacja The Pinnacle, finału poprzedniej płyty, Masque z 1975, i będący świade­ctwem poszukiwań duchowych Livgrena (w 1979 nawrócił się na chrześcijaństwo), stał się jednym z największych hitów zespołu. Zwrotki są tu re­fleksyjne, chóralny refren podniosły, riff gitarowy naprawdę wysmakowany, a frazy w solówkach bardzo ciekawe.

MICHAŁ CHALOTA

29: FOCUS Moving Waves (1971)

Moving Waves to przede wszystkim wypełniająca drugą stronę oryginalnego wydania winylowe­go, wspaniała opowieść dźwiękowa o Orfeuszu i Eurydyce – Eruption, właściwie dzieło van Leera, chociaż swoje pomysły dorzucili także Akkerman (skomponował część The Bridge, zainspirowaną muzyką Franka Zappy z albumu Uncle Meat), per­kusista Pierre van der Linden (dodał solo na per­kusji opatrzone tytułem Endless Road), przyjaciel lidera Eelko Nobel (współtworzył część Euridice) oraz Tom Barlage, saksofonista zespołu Solution (skomponował część Tommy, zainspirowaną mu­zyką Juliana „Cannonballa” Adderleya).

Van Leer opowiadał w wywiadzie dla „Teraz Rocka”, że do stworzenia Eruption natchnął go Koncert na orkiestrę Béli Bartóka, chciał nawet wy­korzystać fragment jego drugiej części, Giuoco delle copie, jako wstęp, ale nie uzyskał zgody rodziny mistrza. Ogromnie mnie to rozwścieczyło – mówił nam. Ale jego syn powiedział: „Tylko ludzie prawdzi­wej sztuki mogą grać muzykę mojego ojca”. A rock to była dla niego sztuka przez malutkie „s”. Van Leer zaproponował więc nowy prolog, zaczerpnięty z Orfeusza Claudia Monteverdiego. Co ciekawe, dopiero wtedy wpadł na pomysł wprowadzenia do dzieła wątku Orfeusza i Eurydyki. Powstał utwór z pogranicza rocka, jazzu oraz muzyki koncertowej dawnej i współczesnej, efektowny formalnie, urze­kający bogactwem tematów i motywów, błyskot­liwie opracowany na głosy (wokalizy van Leera i Cyrila Havermansa), gitary, flet, fortepian, organy Hammonda, melotron (brzmienia orkiestrowe), bas i perkusję, zagrany z wirtuozerią, w prawdziwie natchniony sposób.

WIESŁAW WEISS

28: ROBERT FRIPP Exposure (1979)

To dźwiękowa opowieść o tym – jak wyjaśniał sam Fripp – co kilka lat wcześniej skłoniło go do zerwania z muzyką, co działo się z nim w tamtym okresie i co sprawiło, że mimo wątpliwości zdecy­dował się powrócić na rockową scenę. On sam na­pisał wszakże tylko jeden tekst, do You Burn Me Up I’m A Cigarette, a większość pozostałych jest dzie­łem jego przyjaciółki Joanny Walton, z wyjątkiem Here Comes The Flood autorstwa Petera Gabriela. W wielu nagraniach pojawiają się też wplecione w nie wypowiedzi, np. w Disengage matki Frippa, w You Burn Me Up I’m A Cigaret­te Shiva­puriego Baby, mędrca z Nepalu, a w kilku miej­scach, chociażby w Expo­sure i Water Music I – Johna G. Bennetta, popu­laryzatora myśli ormiańskiego filozofa i mistyka Georgija Gurdżijewa.

WIESŁAW WEISS

27: ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA Out Of The Blue (1977)

Album Out Of The Blue to kwintesencja dotych­czasowego stylu ELO, z większą liczbą syntezato­rów i efektów: vocoder, harmonizer, delay, flanger, phaser, ale też oczywiście z wprowadzającymi klasycyzującą aurę smyczkami (skrzypce i dwie wiolon­czele, a w sesji wzięli też udział niemieccy symfonicy, którymi dyrygował Louis Clark). Wszystkie piosenki zachwycają świetnymi melodiami, klimatami bliskimi The Beatles i Queen (inżynierem dźwięku był późniejszy współpracownik tego zespołu, Mack), baśniowym nastrojem, niezwykle dopieszczonym, bogatym brzmieniem. Choćby Turn To Stone – trzeba jej po­słuchać kilkanaście razy, by wyłapać wszystkie niu­anse. Najbardziej beatlesowskie numery zawierają nawiązania do dorobku legendarnej grupy (w Big Wheels znalazł się nawet cytat z I Am The Walrus).

PAWEŁ BRZYKCY

26: THE MOODY BLUES WITH THE LONDON FESTIVAL ORCHESTRA CONDUCTED BY PETER KNIGHT Days Of Future Passed (1967)

Album Days Of Future Passed zrodził jeszcze jedno ważkie w historii muzyki zjawisko – rock symfoniczny. The Moody Blues należał do stajni wytwórni Decca (nagrywał do należącej do niej firmy Deram), a ta zleciła mu opracowanie symfonii Z nowego świata Antonína Dvořáka z my­ślą o promocji nowego wówczas formatu dźwię­kowego – stereofonii. Zespół wywiódł bossów w pole, rejestrując w studiu Dekki własny materiał zamiast dzieła czeskiego kompozytora. Tak opo­wiadał nam o tym Justin: Uznaliśmy, że przerabia­nie wspaniałego dzieła Dvořáka na rock’n’roll byłoby nietaktem wobec mi­strza. Gdy ludzie z Dekki zorien­towali się, że ich oszukali­śmy, byli wściekli. Ale osta­tecznie docenili „Days Of Future Passed”.

Właś­ciwie to koncept zaproponowany przez zespół nie jest jakiś porywający – muzyczny obrazek pełnego dnia, od poranka aż po noc, faceta o nazwisku Moody Blue. Ekscytujący jest natomiast sposób jego obudowa­nia dźwiękami. Autorskie kompozycje wszystkich członków grupy przeplatane są interludiami w wy­konaniu London Festival Orchestra pod batutą Petera Knighta. Gotowe nagrania przekazywaliśmy Knightowi, którego zadaniem było dodać partie or­kiestry – wspominał w rozmowie z nami Hayward. Fragmenty orkiestrowe zostały przygotowane osobno. Nie pracowaliśmy z orkiestrą. Na tym właśnie polegał pomysł Dekki na potraktowanie Dvořáka. Zaczy­nać miała orkiestra, potem zaś miał grać zespół, ale brzmiący jak orkiestra.

MACIEJ KOPROWICZ

25: THE NICE Five Bridges (1970)

Dziełem śmiałym i nowator­skim był czwarty album The Nice, Five Bridges, zawierający na jednej ze stron wspaniałą The Five Bridges Suite w pięciu częściach na zespół i or­kiestrę Sinfonia Of London pod batutą Josepha Egera. Dzieło to, opiewają­ce mosty nad rzeką Tyne w Newcas­tle, zostało skompono­wane przez Emersona na zamówienie Newcastle Arts Festival (Jackson dopisał do środkowego fragmentu i zaśpiewał tekst), a nagrano je podczas koncertu 17 października 1969 w Fairfield Halls w Croydon.

WIESŁAW WEISS

24: U.K. U.K. (1978)

In The Dead Of Night, wstępna część tryptyku, który otwiera płytę, to przykład symbiozy skomplikowanej formy z melodyczną inwencją. Refreny są podniosłe, a solo gitarowe, co prawda zmontowane z dwóch wersji i stłumione, zanim się rozkręca, ze względu na artykulację i frazowanie – zachwyca­jące. By The Light Of Day to pewien oddech i uspo­kojenie (urzeka partia skrzypiec elektrycznych Jobsona), z przywołaniem klimatu In The Court Of The Crimson King z debiutu King Crimson. A roz­pędzone Presto Vivace And Reprise pełni funkcję klamry spinającej cykl w całość.

Za opus magnum albumu trzeba uznać kom­pozycję Nevermore. Intro to akustyczne partie gitar w stylu flamenco, w części środkowej jest gitarowo-syntezatorowy dialog tandemu Hold­sworth – Jobson, a Wetton daje tu popis wokalny: od smolistych niższych rejestrów po falset. Jobson intryguje także szybkimi przebiegami w partii for­tepianu. W finale mamy repryzę pięknej melodii z początku – tym razem graną na gitarze elek­trycznej, z niesamowitym wibrato, na tle gęstych przejść perkusji.

MICHAŁ CHALOTA

23: THE MARS VOLTA De-Loused In The Comatorium (2003)

Pod względem muzycznym było to, najogólniej rzecz biorąc, połączenie rozwiązań znanych z rocka progresyw­nego z punk rockiem. Chciałbym uściślić: bar­dziej niż rock progresywny inspirował nas krautrock – mówił mi Cedric w tym samym wy­wiadzie. Co do fuzji… Połączenie dwóch wrogów wydawało nam się czymś naturalnym. Trzeba się tylko otworzyć, zaakceptować taką mieszankę. Pomysł nie jest zresztą taki nowy. Gdy posłuchasz starych płyt Black Flag, tuż przed rozpadem grupy, usłyszysz długie kawałki z elementami progresywnymi. Nie robimy niczego nowego – ważna jest otwartość umysłu.

BARTEK KOZICZYŃSKI

22: VANGELIS Blade Runner (1994)

Nawet jeśli ktoś nie zna filmu, z samej muzyki wypełniającej płytę Blade Runner wyłania się wizja świata przyszłości, która nadal przekonuje, chociaż powstała wiele lat temu, z uży­ciem analogowych syntezatorów z innej epoki, jak Yamaha CS-80, Minimoog czy Roland Jupiter 4 (a także fortepianu, fortepianu elektrycznego Rhode­sa, saksofonu i wielu instrumentów perkusyjnych).

Całość otwiera majestatyczny wstęp z zapada­jącym na zawsze w pamięć motywem syntezatora – Main Titles. Ale wśród kompozycji wybranych przez Vangelisa na album dominują takie, w któ­rych futurystyczna wizja ma zabarwienie nostal­giczne i które urzekają niepowtarzalną nastrojo­wością, jak Blade Runner Blues czy Tears In Rain. Zachwycają Rachel’s Song z anielską wokalizą Mary Hopkins (i fortepianowymi lub syntezatorowymi kroplami deszczu w tle) i Love Theme z rzewną partią saksofonu w wykonaniu Dicka Morrisseya. Na płycie nie brak też jednak utworów mrocznych, niepokojących, jak przesycony orientalnym klima­tem Tales Of The Future z głosem Demisa Roussosa, dawnego wokalisty Aphrodite’s Child, czy rozpę­dzony, pełen orkiestrowego rozmachu End Titles.

MARCIN GAJEWSKI

21: COLOSSEUM Valentyne Suite (1969)

Mocnymi punktami albumu są też zgiełkliwy, jazzrockowy The Kettle z ciekawymi solówka­mi gitarowymi oraz lżejszy, ale też utrzymany w szybkim tempie Elegy, osadzony gdzieś między jazz rockiem (ładne solo saksofonu sopranowego) a muzyką klasyczną (pomysłowo wprowadzony kwartet smyczkowy w tle). Z kolei bigbandową potęgą brzmienia zachwyca Butty’s Blues (w jego nagraniu wzięli udział młodzi brytyjscy jazzmani, co z powodów kontraktowych opi­sano na okładce mgliście: podkład zapewniony przez czołówkę młodych muzyków).

MICHAŁ CHALOTA

Zobacz ranking miejsca 20-11 (WKRÓTCE)

Pismo aktualnie dostępne jest WYŁĄCZNIE w naszym sklepie internetowym

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

Przeczytaj także

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
trackback

[…] Zobacz ranking miejsca 30-21 […]

1
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x