100 płyt wszech czasów Prog Rocka: Ranking Teraz Rocka (miejsca 60-51)

/ 18 września, 2026

Nasze „Wydanie Specjalne” w całości poświęcone rockowi progresywnemu wciąż jest dostępne w naszym internetowym sklepie.


Wydanie Specjalne: 100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” to subiektywne, przygotowane przez redakcję „Teraz Rocka” zestawienie najważniejszych albumów w historii szeroko rozumianego rocka progresywnego.

Płyty ponadczasowe, płyty kultowe, płyty które odniosły gigantyczny sukces komercyjny, a także takie docenione tylko przez progrockową niszę. To wszystko wydane na świetnej jakości papierze i w doskonałej oprawie graficznej, na 148 stronach

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

Poniżej zestawienie z miejscami 60-51

Zobacz ranking miejsca 70-61

60: KLAUS SCHULZE X – Sechs musikalische Biographien (2015)

Schulze zobrazował losy wybranych osób muzy­ką zachowującą cechy stylu, który zdążył już wtedy wypracować, o otwartej budowie, niespiesznej narracji, intrygującym klimacie dźwiękowym (wykorzystał syntezatory Mooga, PPG, ARP Odyssey, Korg Polyphonic czy Synthi A, a także sekwencer PPG i melotron do efektów chóral­nych), z fragmentami o hipnotyzującym pulsie elektronicznym, ale też perkusyjnym (sam zagrał na bębnach, a zaprosił do studia również Haralda Grosskopfa z zespołu Wallenstein). Brzmienie wybranych utworów wzbogacił partiami skrzypiec w wykonaniu B. Dragića (Friedemann Bach), wiolonczeli w wykonaniu Wolfganga Tiepolda (Friedemann Bach, Heinrich von Kelist), a także orkiestry smyczkowej (głównie w Friedemann Bach i Ludwig II. von Bayern).

Album „X – Sechs musikalische Biographien” ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ po raz pierwszy wprowadziłem tam orkiestrę – wymagało to napisania jej partii, bo orkiestry nie improwi­zują – żartował w wywiadzie dla „Tylko Rocka”.

WIESŁAW WEISS

59: RENAISSANCE Scheherazade And Other Stories (1975)

 Scheherazade And Other Stories to bardzo oryginalny album, który pokazuje że można grać z rockową ekspresją na gitarach akustycznych, fortepianie (syntezator pojawia się sporadycz­nie), basie i perkusji, z towarzyszeniem orkiestry i chóru. Dominują wpływy muzyki klasycznej, a w niektórych fragmentach czuć też folkową nostalgię czy jazzowy luz. Puls sekcji rytmicznej sprawia jednak, że kompozycjom nie brak rocko­wej dynamiki. Dzięki partiom orkiestry symfo­nicznej, z dużą inwencją opracowanym przez Tony’ego Coxa, współpracownika Yes czy Magna Carta, brzmienie jest potężne, ale klarowne. Duża w tym zasługa producenta Davida Hitchcocka – wcześniej odpowiadał za płytę In The Land Of Grey And Pink grupy Caravan (37. miejsce na na­szej liście), która zrobiła na muzykach Renaissan­ce ogromne wrażenie. Warto dodać, że zatrudnili go, chociaż w tym czasie, w maju 1975, we dnie pracował w Tollington Park Studios nad kolejną płytą Caravan – Cunning Stunts, a ich dziełu mógł poświęcać czas tylko nocami w innym londyń­skim studiu Abbey Road, co było wyzwaniem logistycznym.

MICHAŁ CHALOTA

58: PAIN OF SALVATION The Perfect Element (2000)

To rzecz o dorastaniu, o dojrzewa­niu, o indywidualności wystawionej na razy ze strony społeczeństwa, o grozie społecznej tresury – wyjaśniał w wywiadzie dla „Tylko Rocka” lider i główny twórca repertuaru grupy, wokalista i gitarzysta Daniel Gildenlöw. Album ma dwoje bohaterów, postać kobiecą i męską, z tym że na plan pierwszy wysuwa się mężczyzna, osoba, którą ukształtowały gwałtowne przeżycia, którą ukształtowało uzależnie­nie od narkotyków.

Całość została podzielona na trzy części, każdą z nich tworzyły połączone cztery kompozycje. Niektóre z nich narodziły się z dawniejszych po­mysłów, które ewoluowały, by osiągnąć kunsztow­ną, zagęszczoną formę o wielogłosowej fakturze i pomysłowo splecionych elementach rodem z wielu gatunków i stylów, od różnych odmian metalu (muzycy powoływali się nawet na wpływ Slipknota) i klasycznego prog rocka (brzmienia orkiestrowe, intrygujące rozwiązania rytmiczne) przez celtycki folk i muzykę orientalną po jazz, ambient i… rap.

WIESŁAW WEISS

57: STYX The Grand Illusion (1977)

Dennis Young zdecydował, że wszystkie utwo­ry – choć pisane przez różnych członków Styx – będzie łączył temat sławy i pułapek, jakie się z nią wiążą. Powiedziałem chłopakom – wspomi­nał – że w ostatnim roku (po niewielkim sukcesie Equinox i Crystal Ball) zarobiliśmy na koncertach o wiele więcej, niż kiedykolwiek się spodziewaliśmy. I zapytałem, jak to na nich wpłynęło. Wiedziałem, jak wpłynęło na mnie. Ale chciałem, żeby wszyscy się nad tym zastanowili i żebyśmy osnuli płytę wokół rozważań na temat sukcesu, groźby jego utraty, kasy. Tak się też stało.

Powstał luźny concept album, z takimi utwo­rami, jak The Grand Illusion, Superstars, Fooling Yourself (The Angry Young Man) czy Miss America, o różnych odcieniach sławy i jej ceny (ostatni z nich, o konkursie piękności, magazyn „Rolling Stone” skrytykował jako mizoginistyczny, ale James, autor tekstu, wyjaśniał: Mam wiele współ­czucia dla uczestniczek konkursów piękności, bo sam wiem, czym jest ta ulotna sława, której doświadcza­ją…).

WIESŁAW WEISS

56: JON LORD Sarabande (1976)

To właśnie na płycie Sa­rabande symbioza rocka z muzyką klasyczną ewo­luowała do formy osta­tecznej. Myśl o połączeniu tych dwóch, z pozoru niepasujących do siebie światów, kiełkowała u Jona Lorda, klawiszowca Deep Purple, od początku kariery. W Sarabande wrażenie robi temat główny, zwłaszcza dynamicznie powtórzony za zespołem przez orkiestrę, lekkość z którą Jon gra kolejne frazy syntezatora Mooga, a także solo gitarowe Andy’ego Summersa – oparte o bluesową pen­tatonikę. W Bouree przewodni temat ma feeling orientalny, Pavane emanuje lekkością i wyrafino­waniem, a Gigue jest świetnym pretekstem dla rockowych solówek gitary i Hammonda. Na suitę składają się też monumentalny wstęp Fantasia, fortepianowa nostalgiczna Aria przywodząca na myśl utwory Chopina oraz migotliwy Caprice – odpowiednik barokowego capriccia. I jeszcze Finale, rodzaj uwertury złożonej z fragmentów wszystkich kompozycji i przewrotnie umieszczo­nej na końcu.

MICHAŁ CHALOTA

54: REFUGEE Refugee (1974 )

Na płycie Refugee znalazły się przede wszystkim dwie duże formy: Grand Canyon Suite w pięciu częściach i Credo w ośmiu częściach. Grand Cany­on Suite to niezwykły muzyczny obraz Wielkiego Kanionu Kolorado. Wpadła nam w ręce mapa Arizony i zaczęliśmy fantazjować o Wielkim Kanionie Kolorado – wspominał Jackson. Żaden z nas tam nie był, a jednak mieliśmy przed oczami jego wizję jako od­ległego, romantycznego miejsca. Wyobraziliśmy sobie ptaka lecącego korytarzami kanionu i spróbowaliśmy stworzyć muzykę, która odzwierciedlałaby jego swo­bodny lot. Pragnęliśmy wywołać wrażenie wznoszenia się, nurkowania i wirowania w powietrzu... Powstała kompozycja pełna niemal symfonicznego roz­machu, chwilami klasycyzująca, kiedy indziej jednoznacznie rockowa, momentami w duchu fusion, czasem bliska musique concrète, a jednak spójna, ujmująca inwencją melodyczną i har­moniczną, zachwycająca bogatą paletą brzmień i efektów dźwiękowych (zespół wykorzystywał m.in. fortepian, fortepian elektryczny, klawinet, organy, różne syntezatory, melotron, wiolonczelę, gitary, bas i różne, w tym afrykańskie i tybetań­skie, instrumenty perkusyjne).

WIESŁAW WEISS

53: DEEP PURPLE/THE ROYAL PHILHARMONIC ORCHESTRA Concerto For Group And Orchestra Composed By Jon Lord In Live Concert At The Royal Albert Hall (1969)

Płyta Deep Purple na liście najwspanial­szych i najbardziej znaczących dokonań rocka progresywnego? A jednak. Tworząc „Concerto”, chciałem dać wyraz prze­świadczeniu, że nie ma znaczenia, czy gość nazywa się Bach, czy Hendrix – wyjaśniał w wywiadzie dla „Teraz Rocka” Lord. Ważne, czy muzyka, którą stworzył, przemawia do serc, czy nie. Jeśli przemawia, tak jak muzyka Bacha i Hendrixa, jest dobrą muzyką. Jeśli nie – jest złą muzyką. Zdaję sobie sprawę z tego, że trąci to kaznodziejstwem, ale taki właśnie był mój zamysł.

Prawykonanie kompozycji, udokumentowa­ne już w grudniu 1969 roku (w USA, wydanie brytyjskie miesiąc później) albumem o przy­długim tytule Concerto For Group And Orchestra Composed By Jon Lord In Live Concert At The Royal Albert Hall, było wielkim wydarzeniem i do dziś jest ona uważana za dzieło pionierskie, chociaż brzmienia orkiestrowe już wcześniej wykorzysty­wały, w skromniejszym wymiarze, takie zespoły, jak The Moody Blues i The Nice. I choćby z tego względu Concerto For Group And Orchestra pozo­staje źródłem inspiracji dla wszystkich, którzy łączą w swojej muzyce skład rockowy z orkiestro­wym – od prog rocka po różne odmiany metalu.

WIESŁAW WEISS

52: BARCLAY JAMES HARVEST Gone To Earth (1977)

Byliśmy już o wiele bardziej doświadczoną grupą niż na początku, wiele się nauczyliśmy – mówił John Lees. Dobrze pokazuje to skomponowany przeze mnie „Hymn”. Początek, wykonywany z akompaniamen­tem gitar akustycznych, jest prosty, ale utwór się roz­wija, narasta i potężnieje. Od pewnego momentu jego klimat wydają się współ­tworzyć potężnie brzmią­ce dęciaki i smyki, a w rzeczy­wistości to tylko my z na­szymi synteza­torami, melo­tronem i gitarami. Aranżacje na „Gone To Earth” – inny przykład to „Sea Of Tranquility” Woolly’ego Wolstenholme’a – pokazują, że osiągnęliśmy wtedy wysoki poziom wyrafinowania.

Podkreślić jednak warto, że o kunszcie Barclay James Harvest świadczył nie tylko orkiestrowy rozmach aranżacji, ale też same kompozycje, zwłaszcza te stworzone przez Johna Leesa, jak wspomniany Hymn, pełne klasycznego ładu, urze­kające pięknymi melodiami, wysmakowane pod względem harmonicznym, chociaż nie pozbawio­ne momentów rockowej zadziorności, jak Love Is Like A Violin.

WIESŁAW WEISS

51: SUPERTRAMP Crime Of The Century (1974)

Pierwotnym pomysłem duetu liderów było stworzenie concept albumu o szkole, ale ostatecznie postanowili nie ograniczać się żadnymi założeniami muzycznymi ani tekstowymi. I bardzo dobrze, bo Crime Of The Century tchnie duchem twórczej wolności, który pozwolił artystom na przykład wykorzystać w charakterze instrumentu… piłę. Pojawia się ona w Hide In Your Shell, kolejnym utworze z dosko­nałym refrenem, w którym wyjątkowo błyszczy saksofon Helliwella. Skoro już chwalimy instru­mentalistów, to wielkim popisem ich wszystkich jest piosenka tytułowa. Miarowo się rozwijająca, budująca niepokojącą atmosferę repetytywnym motywem fortepianu, smyczkowym tłem i pełny­mi dramatyzmu solówkami gitary i saksofonu.

W muzycznym arsenale Supertramp poczesne miejsce zajmował wprowadzony przez Rogera, wspomniany już fortepian elektryczny Wurlitze­ra, którego dźwięki ozdobiły wiele późniejszych przebojów grupy, a na interesującej nas płycie wspaniale zadebiutował w dynamicznym Dre­amer, z refrenowym zaśpiewem przypominającym dziecięcą wyliczankę i niesamowicie rozśpiewanym. Z kolei Rick jako wokalista bryluje w Asylum, gdzie wciela się w pacjenta szpitala psychiatrycznego.

MACIEJ KOPROWICZ

Zobacz ranking miejsca 50-41 (WKRÓTCE)

Pismo aktualnie dostępne jest WYŁĄCZNIE w naszym sklepie internetowym

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

KOMENTARZE

Przeczytaj także