Nasze „Wydanie Specjalne” w całości poświęcone rockowi progresywnemu wciąż jest dostępne w naszym internetowym sklepie.
„Wydanie Specjalne: 100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” to subiektywne, przygotowane przez redakcję „Teraz Rocka” zestawienie najważniejszych albumów w historii szeroko rozumianego rocka progresywnego.
Płyty ponadczasowe, płyty kultowe, płyty które odniosły gigantyczny sukces komercyjny, a także takie docenione tylko przez progrockową niszę. To wszystko wydane na świetnej jakości papierze i w doskonałej oprawie graficznej, na 148 stronach.
„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!
Poniżej zestawienie z miejscami 60-51
60: KLAUS SCHULZE X – Sechs musikalische Biographien (2015)
Schulze zobrazował losy wybranych osób muzyką zachowującą cechy stylu, który zdążył już wtedy wypracować, o otwartej budowie, niespiesznej narracji, intrygującym klimacie dźwiękowym (wykorzystał syntezatory Mooga, PPG, ARP Odyssey, Korg Polyphonic czy Synthi A, a także sekwencer PPG i melotron do efektów chóralnych), z fragmentami o hipnotyzującym pulsie elektronicznym, ale też perkusyjnym (sam zagrał na bębnach, a zaprosił do studia również Haralda Grosskopfa z zespołu Wallenstein). Brzmienie wybranych utworów wzbogacił partiami skrzypiec w wykonaniu B. Dragića (Friedemann Bach), wiolonczeli w wykonaniu Wolfganga Tiepolda (Friedemann Bach, Heinrich von Kelist), a także orkiestry smyczkowej (głównie w Friedemann Bach i Ludwig II. von Bayern).
Album „X – Sechs musikalische Biographien” ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ po raz pierwszy wprowadziłem tam orkiestrę – wymagało to napisania jej partii, bo orkiestry nie improwizują – żartował w wywiadzie dla „Tylko Rocka”.
WIESŁAW WEISS
59: RENAISSANCE Scheherazade And Other Stories (1975)
Scheherazade And Other Stories to bardzo oryginalny album, który pokazuje że można grać z rockową ekspresją na gitarach akustycznych, fortepianie (syntezator pojawia się sporadycznie), basie i perkusji, z towarzyszeniem orkiestry i chóru. Dominują wpływy muzyki klasycznej, a w niektórych fragmentach czuć też folkową nostalgię czy jazzowy luz. Puls sekcji rytmicznej sprawia jednak, że kompozycjom nie brak rockowej dynamiki. Dzięki partiom orkiestry symfonicznej, z dużą inwencją opracowanym przez Tony’ego Coxa, współpracownika Yes czy Magna Carta, brzmienie jest potężne, ale klarowne. Duża w tym zasługa producenta Davida Hitchcocka – wcześniej odpowiadał za płytę In The Land Of Grey And Pink grupy Caravan (37. miejsce na naszej liście), która zrobiła na muzykach Renaissance ogromne wrażenie. Warto dodać, że zatrudnili go, chociaż w tym czasie, w maju 1975, we dnie pracował w Tollington Park Studios nad kolejną płytą Caravan – Cunning Stunts, a ich dziełu mógł poświęcać czas tylko nocami w innym londyńskim studiu Abbey Road, co było wyzwaniem logistycznym.
MICHAŁ CHALOTA
58: PAIN OF SALVATION The Perfect Element (2000)
To rzecz o dorastaniu, o dojrzewaniu, o indywidualności wystawionej na razy ze strony społeczeństwa, o grozie społecznej tresury – wyjaśniał w wywiadzie dla „Tylko Rocka” lider i główny twórca repertuaru grupy, wokalista i gitarzysta Daniel Gildenlöw. Album ma dwoje bohaterów, postać kobiecą i męską, z tym że na plan pierwszy wysuwa się mężczyzna, osoba, którą ukształtowały gwałtowne przeżycia, którą ukształtowało uzależnienie od narkotyków.
Całość została podzielona na trzy części, każdą z nich tworzyły połączone cztery kompozycje. Niektóre z nich narodziły się z dawniejszych pomysłów, które ewoluowały, by osiągnąć kunsztowną, zagęszczoną formę o wielogłosowej fakturze i pomysłowo splecionych elementach rodem z wielu gatunków i stylów, od różnych odmian metalu (muzycy powoływali się nawet na wpływ Slipknota) i klasycznego prog rocka (brzmienia orkiestrowe, intrygujące rozwiązania rytmiczne) przez celtycki folk i muzykę orientalną po jazz, ambient i… rap.
WIESŁAW WEISS
57: STYX The Grand Illusion (1977)
Dennis Young zdecydował, że wszystkie utwory – choć pisane przez różnych członków Styx – będzie łączył temat sławy i pułapek, jakie się z nią wiążą. Powiedziałem chłopakom – wspominał – że w ostatnim roku (po niewielkim sukcesie Equinox i Crystal Ball) zarobiliśmy na koncertach o wiele więcej, niż kiedykolwiek się spodziewaliśmy. I zapytałem, jak to na nich wpłynęło. Wiedziałem, jak wpłynęło na mnie. Ale chciałem, żeby wszyscy się nad tym zastanowili i żebyśmy osnuli płytę wokół rozważań na temat sukcesu, groźby jego utraty, kasy. Tak się też stało.
Powstał luźny concept album, z takimi utworami, jak The Grand Illusion, Superstars, Fooling Yourself (The Angry Young Man) czy Miss America, o różnych odcieniach sławy i jej ceny (ostatni z nich, o konkursie piękności, magazyn „Rolling Stone” skrytykował jako mizoginistyczny, ale James, autor tekstu, wyjaśniał: Mam wiele współczucia dla uczestniczek konkursów piękności, bo sam wiem, czym jest ta ulotna sława, której doświadczają…).
WIESŁAW WEISS
56: JON LORD Sarabande (1976)
To właśnie na płycie Sarabande symbioza rocka z muzyką klasyczną ewoluowała do formy ostatecznej. Myśl o połączeniu tych dwóch, z pozoru niepasujących do siebie światów, kiełkowała u Jona Lorda, klawiszowca Deep Purple, od początku kariery. W Sarabande wrażenie robi temat główny, zwłaszcza dynamicznie powtórzony za zespołem przez orkiestrę, lekkość z którą Jon gra kolejne frazy syntezatora Mooga, a także solo gitarowe Andy’ego Summersa – oparte o bluesową pentatonikę. W Bouree przewodni temat ma feeling orientalny, Pavane emanuje lekkością i wyrafinowaniem, a Gigue jest świetnym pretekstem dla rockowych solówek gitary i Hammonda. Na suitę składają się też monumentalny wstęp Fantasia, fortepianowa nostalgiczna Aria przywodząca na myśl utwory Chopina oraz migotliwy Caprice – odpowiednik barokowego capriccia. I jeszcze Finale, rodzaj uwertury złożonej z fragmentów wszystkich kompozycji i przewrotnie umieszczonej na końcu.
MICHAŁ CHALOTA
54: REFUGEE Refugee (1974 )
Na płycie Refugee znalazły się przede wszystkim dwie duże formy: Grand Canyon Suite w pięciu częściach i Credo w ośmiu częściach. Grand Canyon Suite to niezwykły muzyczny obraz Wielkiego Kanionu Kolorado. Wpadła nam w ręce mapa Arizony i zaczęliśmy fantazjować o Wielkim Kanionie Kolorado – wspominał Jackson. Żaden z nas tam nie był, a jednak mieliśmy przed oczami jego wizję jako odległego, romantycznego miejsca. Wyobraziliśmy sobie ptaka lecącego korytarzami kanionu i spróbowaliśmy stworzyć muzykę, która odzwierciedlałaby jego swobodny lot. Pragnęliśmy wywołać wrażenie wznoszenia się, nurkowania i wirowania w powietrzu... Powstała kompozycja pełna niemal symfonicznego rozmachu, chwilami klasycyzująca, kiedy indziej jednoznacznie rockowa, momentami w duchu fusion, czasem bliska musique concrète, a jednak spójna, ujmująca inwencją melodyczną i harmoniczną, zachwycająca bogatą paletą brzmień i efektów dźwiękowych (zespół wykorzystywał m.in. fortepian, fortepian elektryczny, klawinet, organy, różne syntezatory, melotron, wiolonczelę, gitary, bas i różne, w tym afrykańskie i tybetańskie, instrumenty perkusyjne).
WIESŁAW WEISS
53: DEEP PURPLE/THE ROYAL PHILHARMONIC ORCHESTRA Concerto For Group And Orchestra Composed By Jon Lord In Live Concert At The Royal Albert Hall (1969)
Płyta Deep Purple na liście najwspanialszych i najbardziej znaczących dokonań rocka progresywnego? A jednak. Tworząc „Concerto”, chciałem dać wyraz przeświadczeniu, że nie ma znaczenia, czy gość nazywa się Bach, czy Hendrix – wyjaśniał w wywiadzie dla „Teraz Rocka” Lord. Ważne, czy muzyka, którą stworzył, przemawia do serc, czy nie. Jeśli przemawia, tak jak muzyka Bacha i Hendrixa, jest dobrą muzyką. Jeśli nie – jest złą muzyką. Zdaję sobie sprawę z tego, że trąci to kaznodziejstwem, ale taki właśnie był mój zamysł.
Prawykonanie kompozycji, udokumentowane już w grudniu 1969 roku (w USA, wydanie brytyjskie miesiąc później) albumem o przydługim tytule Concerto For Group And Orchestra Composed By Jon Lord In Live Concert At The Royal Albert Hall, było wielkim wydarzeniem i do dziś jest ona uważana za dzieło pionierskie, chociaż brzmienia orkiestrowe już wcześniej wykorzystywały, w skromniejszym wymiarze, takie zespoły, jak The Moody Blues i The Nice. I choćby z tego względu Concerto For Group And Orchestra pozostaje źródłem inspiracji dla wszystkich, którzy łączą w swojej muzyce skład rockowy z orkiestrowym – od prog rocka po różne odmiany metalu.
WIESŁAW WEISS
52: BARCLAY JAMES HARVEST Gone To Earth (1977)
Byliśmy już o wiele bardziej doświadczoną grupą niż na początku, wiele się nauczyliśmy – mówił John Lees. Dobrze pokazuje to skomponowany przeze mnie „Hymn”. Początek, wykonywany z akompaniamentem gitar akustycznych, jest prosty, ale utwór się rozwija, narasta i potężnieje. Od pewnego momentu jego klimat wydają się współtworzyć potężnie brzmiące dęciaki i smyki, a w rzeczywistości to tylko my z naszymi syntezatorami, melotronem i gitarami. Aranżacje na „Gone To Earth” – inny przykład to „Sea Of Tranquility” Woolly’ego Wolstenholme’a – pokazują, że osiągnęliśmy wtedy wysoki poziom wyrafinowania.
Podkreślić jednak warto, że o kunszcie Barclay James Harvest świadczył nie tylko orkiestrowy rozmach aranżacji, ale też same kompozycje, zwłaszcza te stworzone przez Johna Leesa, jak wspomniany Hymn, pełne klasycznego ładu, urzekające pięknymi melodiami, wysmakowane pod względem harmonicznym, chociaż nie pozbawione momentów rockowej zadziorności, jak Love Is Like A Violin.
WIESŁAW WEISS
51: SUPERTRAMP Crime Of The Century (1974)
Pierwotnym pomysłem duetu liderów było stworzenie concept albumu o szkole, ale ostatecznie postanowili nie ograniczać się żadnymi założeniami muzycznymi ani tekstowymi. I bardzo dobrze, bo Crime Of The Century tchnie duchem twórczej wolności, który pozwolił artystom na przykład wykorzystać w charakterze instrumentu… piłę. Pojawia się ona w Hide In Your Shell, kolejnym utworze z doskonałym refrenem, w którym wyjątkowo błyszczy saksofon Helliwella. Skoro już chwalimy instrumentalistów, to wielkim popisem ich wszystkich jest piosenka tytułowa. Miarowo się rozwijająca, budująca niepokojącą atmosferę repetytywnym motywem fortepianu, smyczkowym tłem i pełnymi dramatyzmu solówkami gitary i saksofonu.
W muzycznym arsenale Supertramp poczesne miejsce zajmował wprowadzony przez Rogera, wspomniany już fortepian elektryczny Wurlitzera, którego dźwięki ozdobiły wiele późniejszych przebojów grupy, a na interesującej nas płycie wspaniale zadebiutował w dynamicznym Dreamer, z refrenowym zaśpiewem przypominającym dziecięcą wyliczankę i niesamowicie rozśpiewanym. Z kolei Rick jako wokalista bryluje w Asylum, gdzie wciela się w pacjenta szpitala psychiatrycznego.
MACIEJ KOPROWICZ
Zobacz ranking miejsca 50-41 (WKRÓTCE)
Pismo aktualnie dostępne jest WYŁĄCZNIE w naszym sklepie internetowym
„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

