Ed Sheeran zabrał głos w sprawie Macklemore’a i Gazy: „Popełniam błędy”

/ 20 września, 2026
fot. Mark Surridge

Ed Sheeran wrócił na scenę po burzliwym tygodniu, w którym jego trasa koncertowa „Loop Tour” znalazła się w centrum sporu o wolność słowa, wojnę w Gazie i granice odpowiedzialności organizatorów koncertów.


Podczas występu w Filadelfii 19 września wokalista przeprosił fanów, odniósł się do wyrzucenia Macklemore’a z trasy i po raz pierwszy jednoznacznie powiedział, co myśli o sytuacji w Gazie. Przyznał, że ostatnie dni były jednymi z najtrudniejszych w jego życiu. Jak mówił, nie wiedział nawet, czy trasa będzie kontynuowana, czy ponownie wystąpi przed publicznością i czy nadal chce być artystą. Wokalista zwrócił również uwagę na inny aspekt całej sytuacji, czyli wpływ właścicieli obiektów i promotorów na to, co artyści mogą powiedzieć ze sceny:

Nie chcę rozczarować fanów i nigdy nie aspirowałem do roli muzyka-aktywisty, ale sytuacja ta postawiła mnie w samym środku ważnej i pełnej emocji debaty na temat wolności słowa oraz najbardziej złożonego problemu politycznego na świecie. Moje koncerty zawsze były bezpieczną przestrzenią dla każdego i ma to dla mnie ogromne znaczenie. Dotrzymanie zobowiązań wobec fanów jest również kluczowe dla tego, kim jestem – dlatego właśnie jestem tu dziś wieczorem i kontynuuję obecną trasę koncertową.

Głęboki niepokój budzi we mnie jednak pomysł, by organizatorzy czy właściciele obiektów mieli prawo do wcześniejszej weryfikacji i zatwierdzania treści prezentowanych przez artystów. Zdarza się to w wielu miejscach na świecie, w których występuję, ale nigdy nie powinno mieć miejsca w wolnym świecie.

Chciałbym teraz odnieść się do kwestii mojego stanowiska wobec sytuacji w Izraelu i Palestynie oraz tego, czy fakt, że daję dziś ten koncert, świadczy o moich poglądach. Przez całą karierę starałem się nie wypowiadać jako komentator polityczny, ponieważ zależy mi, by moja muzyka i występy budowały jedność, a nie podziały – by skupiały się na człowieczeństwie, a nie na polityce. Jednak to, z czym mamy do czynienia, to kwestia humanitarna i nie mogę już dłużej ukrywać tego, co czuję w tej sprawie. Wydarzenia w Izraelu i na festiwalu muzycznym Nova z 7 października były przerażające i pogłębiły wielowiekowe cierpienie narodu żydowskiego. Z kolei sytuacja w Strefie Gazy jest katastrofalne i nieuzasadnione. Skala zniszczeń oraz utrata życia przez cywilów – w tym dzieci – łamią mi serce. Nie można też ignorować systemowej niesprawiedliwości, której świadkami jesteśmy na Zachodnim Brzegu. Rozmawiam już z ludźmi o bardzo różnych poglądach, by ustalić, jak mogę realnie pomóc ofiarom tych tragicznych czasów; słucham i się uczę, bo wciąż wiem zbyt mało. Jestem szczerze wdzięczny, że jesteście tu dziś ze mną.

Całą wypowiedź Sheerana można znaleźć poniżej:

Kryzys rozpoczął się po koncercie 5 września w New Jersey. Macklemore wykonał wtedy swój protest-song, „Hind’s Hall”, na ekranach pokazano materiały z Gazy, a ze sceny padło hasło „Free Palestine”. Po występie Macklemore został wyrzucony z trasy Sheerana. Według organizatora, Messina Touring Group, właściciele kilku obiektów zagrozili anulowaniem koncertów, jeśli raper pozostanie w składzie.

Macklemore twierdził, że na decyzję wpłynął m.in. Robert Kraft, właściciel obiektu Gillette Stadium, który określił jego wypowiedzi jako „głęboko obraźliwe i krzywdzące dla społeczności żydowskiej”. Sheeran przedstawił jednak inną wersję wydarzeń, twierdząc, że ostateczną decyzję podjął organizator koncertów.

Sprawa szybko przestała dotyczyć wyłącznie jednego artysty. Z trasy wycofali się Finneas, Lukas Graham, Aaron Rowe i Beoga. Odeszli również muzycy z zespołu Sheerana. W efekcie podczas koncertu w Filadelfii wokalista wystąpił bez zaplanowanych wcześniej supportów, a nowi muzycy mieli zaledwie trzy dni na przygotowanie repertuaru. Jeden z nich był przyjacielem Sheerana, z którym artysta koncertował rok wcześniej. Jak mówił wokalista, zgodzili się wystąpić mimo świadomości, że „świat może ich za to znienawidzić”.

Sheeran zrezygnował też z części scenografii. W Filadelfii nie wykorzystano mniejszej sceny ustawianej zwykle bliżej publiczności. Muzyk tłumaczył, że obawiał się o swoje bezpieczeństwo i nie chciał ryzykować, że ktoś rzuci w jego stronę jakimś przedmiotem.

KOMENTARZE

Przeczytaj także