Festiwal Jana Borysewicza: Święto gitary [RELACJA + GALERIA]

/ 27 lipca, 2026
fot. Michał Grzybowski

Za nami jedno z najciekawszych wydarzeń koncertowych tegorocznych wakacji. Impreza zorganizowana przez legendę polskiej gitary, Jana Borysewicza, okazała się prawdziwym świętem. Świętem, które przyciągnęło tysiące miłośników szeroko rozumianej muzyki rockowej.


Zamek w Ćmielowie staje się powoli symbolem letniego koncertowania. Po świetnym występie grupy BEAT przyszła kolej na Jana Borysewicza, który zorganizował własny festiwal.

Ikona polskiego rocka tylko odegrała swoje utwory, ale zadbała również o szereg innych atrakcji: w Ćmielowie rozstrzygnięto Riff Challenge, czyli konkurs stanowiący szansę dla młodych gitarzystów. Jan Bo przyciągnął na miejsce również inne gitarowe znakomitości (Gus G., Marek Raduli, Jacek Królik), które poprowadziły lekcje gitarowego rzemiosła, zaprosił też na teren Zamku w Ćmielowie wystawców i sprzedawców instrumentów. Nieopodal odbyła się promocja filmu „Mniej obcy” realizowanego przez Netflixa. Działo się!

Celebracja gitary w Ćmielowie

Riff Challenge wygrał Adam Szczegóła, który na ostatniej prostej pokonał Oskara Gładysza oraz Macieja Chrabąszcza. Nagrodę Publiczności otrzymał Oliwier Białek, a zmagania gitarzystów (jak i całą imprezę) poprowadził Marek Sierocki.

Przed pierwszym koncertem odbyła się jeszcze niewielka impreza zorganizowana przez Netflixa. Na pytania redaktora Stelmacha odpowiadali Jan Borysewicz, reżyser Kristoffer Rus oraz aktor Mikołaj Bukrewicz. Wszystko w związku ze zbliżającą się premierą filmu „Mniej obcy”, który ma stanowić fabularyzowaną opowieść o początkach Lady Pank.

Pierwszy na scenę wyszedł Wojtek Cugowski, który podczas trwającego niespełna godzinę koncertu zaprezentował przede wszystkim solowy materiał. Na setliście znalazło się również miejsce na utwór Braci czy świetny cover The Police. Choć Wojtek zszedł ze sceny, wiadomo było, że dość szybko na nią wróci.

I wrócił, ale tym razem w towarzystwie autora tego całego zamieszania, Jana Borysewicza. Choć lepiej powiedzieć „Jana Bo”, ponieważ utwory tego muzycznego projektu odegrano na ćmielowskiej scenie. Koncert zorganizowano z dopiskiem „+ goście”, dlatego do Bo dołączyli wspomniany wcześniej Wojtek Cugowski (zaśpiewał m.in. „Wojnę w mieście” i „I nie licz na to”), a chwilę później również Marek Raduli, Jacek Królik oraz Piotr Rogucki z formacji Coma, który wykonał utwór „Bananowy dżem”. Choć wokalnie było ciekawie, to był przede wszystkim popis gitarzystów, którzy pod koniec sięgnęli po klasyki pokroju „All Right Now”, „Over My Head” i kultową „Laylę”.

Nie mniej ciekawie było chwilę później, gdy na scenie pojawiły się zagraniczne gwiazdy, czyli Gus G. (świeżo upieczony gitarzysta Kinga Diamonda) oraz Ronnie Romero. Zanim na scenie pojawił się ten drugi, Gus szybko udowodnił, dlaczego jest jednym z najlepszych gitarzystów na świecie – grał niesamowicie, chwytliwie i z ciągłym uśmiechem na twarzy. Po dołączeniu wokalisty na scenie zrobiło się jeszcze radośniej, bo Romero słynie z energetycznych występów. Skakał, biegał, ale przede wszystkim śpiewał – czysto i potężnie. Panowie własne kompozycje przeplatali klasykami Black Sabbath, Deep Purple i Rainbow. Prawdziwa mieszanka wybuchowa!

Najlepsze oczywiście na koniec, czyli koncert z okazji 45-lecia Lady Pank. Trwające dobrze ponad godzinę wydarzenie było nostalgiczną podróżą przez ponad cztery dekady tej zasłużonej formacji. Borysewicz i Panasewicz (oczywiście przy wsparciu wybornych instrumentalistów) zaserwowali nam „Kryzysową narzeczoną”, „Fabrykę małp”, „Stację Warszawa”, „Takich samych”, „Mniej niż zero” czy – to już w ramach bisu – „Na co komu dziś” i na zakończenie „Wciąż bardziej obcego”. Publiczność wykrzykiwała kolejne wersy, a panowie na scenie mieli taką samą radochę, jak te 40 lat temu. Szacunek.

Festiwal Jana Borysewicza okazał się strzałem w dziesiątkę – zarówno muzycznie, jak i organizacyjnie. Przy okazji polecam wszystkim zainteresowanym odwiedzenie Strarocastle, czyli robiącego niesamowite wrażenie muzeum gitar i innych muzycznych pamiątek.

Kto wie, może spotkamy się za rok na kolejnym festiwalu Jana Bo? Ze sceny i w kuluarach padały sugestie, że może być z tego impreza cykliczna…

KOMENTARZE

Przeczytaj także