Internet obiegły fałszywe informacje o śmierci Barry’ego Gibba.
Wokalista Bee Gees padł ofiarą internetowego fake newsa, a jego współpracownicy i rodzina musieli zdementować krążące w sieci plotki. Według informacji przekazanych portalowi TMZ, 79-letni artysta „jest zdrowy, szczęśliwy i spokojnie żyje w swoim domu w okolicach Miami”. Tym samym potwierdzono, że doniesienia o jego śmierci są nieprawdziwe.
Plotki zaczęły rozprzestrzeniać się w weekend, gdy na Facebooku pojawił się profil zatytułowany „R.I.P Barry Gibb”. Strona bardzo szybko zdobyła ogromną popularność i zebrała niemal milion polubień. Choć profil został później usunięty, informacje o rzekomej śmierci muzyka nadal krążyły w mediach społecznościowych. W sieci zaczęły pojawiać się kolejne wpisy, a także wygenerowane przez sztuczną inteligencję zdjęcia przedstawiające Barry’ego Gibba.
Barry Gibb to ostatni żyjący członek legendarnego zespołu Bee Gees, który współtworzył razem z młodszymi braćmi Robinem i Maurice’em Gibbami. Grupa zapisała się w historii muzyki dzięki takim przebojom jak „Stayin’ Alive”, „Night Fever”, „Too Much Heaven” czy „How Deep Is Your Love”. Bee Gees pozostają jednym z najlepiej sprzedających się zespołów wszech czasów. Maurice Gibb zmarł w 2003 roku, a Robin Gibb odszedł w 2012 roku.
W ostatnich latach pojawiły się również doniesienia, że zespół doczeka się filmu biograficznego w reżyserii Ridleya Scotta. Barry Gibb miał pełnić funkcję producenta wykonawczego projektu. W ubiegłym roku informowano jednak, że prace nad filmem zostały wstrzymane z powodu problemów związanych z umową z Paramount.

