Jack White intymnie w Stodole [RELACJA]

/ 2 czerwca, 2026
fot. David James Swanson / jackwhiteiii.com

Jack White to gwiazda festiwali dla kilkudziesięciu tysięcy osób, ale wciąż znajduje przyjemność w graniu koncertów klubowych. Dobrze, że dotarł w tej konfiguracji do Polski: Warszawa 1 czerwca i Kraków dzień później.


Stodoła to obiekt niemały, ale zapewniał intymność, jakiej nie doświadczyliśmy co najmniej od występów w Starej Zajezdni w 2014 roku. Publiczność reagowała znakomicie, włącznie ze śpiewaniem riffów (nie tylko w końcowym Seven Nation Army), a mistrz potrafił to wykorzystać, dyrygował ludźmi, czego kulminacją było szaleństwo w mocniejszych partiach Steady, As She Goes. Swobodne rozwijanie znanych form było jednym z atutów występu. Z drugiej strony czasem wkraczała atmosfera wręcz taneczna, jak w Hotel Yorba, gdyby nie fakt, że trudno pląsać na parkiecie nabitym do ostatniego miejsca.

Jak widać z wymienionych tytułów White nie żałował utworów swoich byłych i obecnych zespołów, ale oczywiście zabrzmiały też jego nowe solowe single (porywał zwłaszcza groove Derecho Demonico) i materiał z płyty No Name, który już brzmi jak klasyka.

Wszystko w firmowych biało-niebieskich światłach, z zakazem używania telefonów i minimalną komunikacją – pojedyncze „dziękuję” zabrzmiało w połowie setu, a potem było tylko przedstawienie składu (Patrick Keeler, Dominic Davis, Bobby Emmett). To kontrast z występem na Torwarze z 2018 roku, no ale wtedy była z Jackiem mama, której urodziny wspólnie świętowaliśmy… W roli supportu ze swoim surowym rock’n’rollem sprawdzili się The Stubs.

Większa relacja z koncertu, którego organizatorem był Alter Art, w następnym numerze „Teraz Rocka”.

KOMENTARZE

Przeczytaj także