35. edycja Wacken Open Air potwierdziła, że festiwal pozostaje jednym z najważniejszych wydarzeń metalowego kalendarza. Tegoroczna impreza była dobrze zorganizowana, różnorodna muzycznie, a dodatkowym atutem była pogoda – po ubiegłorocznym błocie tym razem uczestnicy musieli mierzyć się przede wszystkim z wysokimi temperaturami.
Teren festiwalu został zorganizowany podobnie jak rok wcześniej, z niewielkimi zmianami w ustawieniu jednej z mniejszych scen. Dzięki doświadczeniu z poprzednich edycji poruszanie się po ogromnym Holy Ground było stosunkowo sprawne, ale nie zmienia to jednego – działo się bardzo dużo!
Impreza odbywała się w dniach od 29 lipca do 1 sierpnia. Zacznijmy od dwóch pierwszych…
Dzień 1., czyli rozgrzewka
Pierwszy dzień miał charakter rozgrzewki przed kolejnymi koncertami. Lovebites połączyły power i heavy metal, prezentując solidny, choć niezbyt porywający występ. The Gathering zaprezentowali przekrojowy set, natomiast Electric Bassboy – projekt muzyków Electric Callboy – rozkręcili dużą imprezę, łącząc metal z elektroniką.
Najważniejszym punktem dnia był dla mnie koncert Lacuna Coil. Włosi otrzymali półtorej godziny i wykorzystali ten czas bardzo dobrze. Zarówno muzycznie, aranżacyjnie, jak i wokalnie był to jeden z najlepszych występów pierwszego dnia. Na ekranie w pobliżu namiotu obejrzałem również fragment koncertu Hämatom, w którym więcej było scenicznego teatru niż muzycznych emocji.
Dzień 2., czyli weterani w akcji
Drugi dzień rozpoczął się w pełnym słońcu od koncertu Alien Ant Farm. Zespół zaprezentował niemal godzinę chwytliwego rocka, kończąc występ oczywiście „Smooth Criminal”.
Heaven Shall Burn pokazali, że potrafią skutecznie przenieść swoje studyjne brzmienie na scenę. Dużo energii i melodyjności było dobrym wstępem do koncertu Yngwiego Malmsteena. Szwedzki gitarzysta zaprezentował przede wszystkim imponujące umiejętności techniczne, choć jego sceniczne zachowanie było momentami mocno ekscentryczne.
Ochłodzenie i deszcz towarzyszyły koncertowi Europe. Joey Tempest i spółka zaprezentowali bardzo dobrą formę, a setlista łączyła najważniejsze utwory zespołu z różnych etapów kariery. Finałowe „The Final Countdown” było naturalnym zwieńczeniem występu. Przed Savatage udało się jeszcze zobaczyć fragment koncertu P.O.D., również stojącego na wysokim poziomie.
Savatage, reaktywowane w 2023 roku, potwierdziło, że powrót zespołu miał sens. W repertuarze znalazły się m.in. „Strange Wings”, „Edge of Thorns”, „Power of the Night” oraz „Hall of the Mountain King”.
Wieczorem, już w strugach deszczu, wystąpił jeden z headlinerów – Def Leppard. Brytyjczycy zagrali niemal dwugodzinny koncert oparty na największych przebojach. Wśród finałowych utworów znalazły się „Hysteria” i „Pour Some Sugar on Me”. Był to jeden z najbardziej nostalgicznych momentów festiwalu.
W trakcie koncertu Def Leppard udało się również zobaczyć fragment występu Nergala pod szyldem Sventevith. Muzyk, jako jedyny przedstawiciel polskiej sceny na tegorocznym Wacken, wykonał materiał z debiutanckiego albumu Behemotha bez pozostałych członków zespołu. Występ był oszczędny scenicznie i skoncentrowany przede wszystkim na muzyce oraz atmosferze.
W najbliższym czasie na łamach naszej strony znajdą się relacje z dwóch pozostałych dni Wacken Open Air 2026. Obszerna relacja pojawi się również we wrześniowym „Teraz Rocku”.

